Kiedy wynajęłam swoje pierwsze mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, ściany były gładkie jak tafla jeziora w bezwietrzny dzień. Po trzech miesiącach czułam się, jakbym mieszkała w pudełku po butach. Brakowało mi detali, które sprawiają, że przestrzeń staje się przytulna i ma duszę. Wtedy właśnie odkryłam sztukateria we wnętrzach – i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie chodziło o wielki remont, tylko o listwy, rozety i panele, które można przykleić w weekend. Od tamtej pory polecam to rozwiązanie każdemu, kto narzeka na nudne wnętrza, ale boi się wiercenia w ścianach.
Zaczęłam od klasycznej listwy przypodłogowej o wysokości 12 centymetrów, która optycznie podniosła pomieszczenie. W mojej sypialni o powierzchni 13 metrów kwadratowych postawiłam na niskie łóżko z pojemnikiem na pościel – to rozwiązanie uratowało mnie przed chaosem, bo w małym mieszkaniu każdy centymetr ma znaczenie. Sztukateria na ścianie za wezgłowiem, ułożona w prostokąty, dodała wnętrzu klasy bez zabierania miejsca. Pamiętaj tylko, żeby przed montażem sprawdzić, czy ściana jest równa – inaczej listwy będą odstawać i efekt będzie marny.
W salonie, gdzie często goszczę znajomych, postawiłam na ozdobne rozety na suficie wokół żyrandola. To detal, który przyciąga wzrok od razu po wejściu. Mam tam kanapę z funkcją spania, bo czasem ktoś zostaje na noc, a rozkładana sofa z solidnym mechanizmem DL to dla mnie podstawa. Sztukateria we wnętrzach pomogła mi też zamaskować niedoskonałości – na przykład nierówną ścianę nad telewizorem. Zestaw listew i paneli w jasnym kolorze sprawił, że przestałam zwracać uwagę na krzywe tynki, a goście pytali, gdzie kupiłam taką elegancką boazerię.
Mam koleżankę, która wynajmuje kawalerkę 25 metrów i myślała, że sztukateria to tylko dla wielkich willi. Pokazałam jej zdjęcia mojego mieszkania i po tygodniu sama zamontowała listwę wokół drzwi wejściowych. W jej maleńkim przedpokoju pojawiła się też wersalka – w dzień siedzisko, w nocy łóżko dla okazjonalnego gościa. Sztukateria na suficie, w formie prostego prostokąta, sprawiła, że przestrzeń wydała się wyższa. Ona użyła gotowych elementów styropianowych, które kosztują grosze, a efekt jest taki, jakby wynajęła dekoratora wnętrz.
Z praktycznego punktu widzenia, sztukateria najlepiej sprawdza się w suchych pomieszczeniach. W kuchni i łazience trzeba wybierać listwy z tworzywa wodoodpornego. U siebie w kuchni nad stołem zrobiłam ramę z listew, która imituje kasetonowy sufit. Pod spodem mam stół, który służy do wszystkiego – od gotowania po pracę zdalną. Gdy przyjeżdżają rodzice, śpią na materacu piankowym rozkładanym na podłodze, bo kanapa z funkcją spania w salonie jest już zajęta przez brata. Sztukateria dodaje wnętrzom rytmu, którego często brakuje w nowoczesnych, minimalistycznych mieszkaniach.
Montaż zacznij od wybrania wzoru – najprostsze są listwy proste, które tworzą geometryczne podziały na ścianie. Ja w swoim pokoju ułożyłam pionowe pasy, które sprawiają, że sufit wydaje się wyższy. Do tego dodałam stelaz listwowy u podstawy łóżka – to ułatwia cyrkulację powietrza pod materacem, a przy okazji wygląda schludnie. Sztukateria we wnętrzach to nie tylko dekoracja, ale też sposób na ukrycie kabli – prowadzę je wzdłuż listew, co jest o wiele ładniejsze niż plastikowe korytka.
Pamiętam, jak znajoma remontowała swoje mieszkanie i narzekała, że tapicerka welurowa na jej nowej sofie jest piękna, ale ściany wyglądają goło. Doradziłam jej sztukaterię wokół okna – szeroką listwę z motywem roślinnym. Po dwóch tygodniach dostałam zdjęcie – efekt był tak dobry, że sama zaczęła planować kolejne projekty. W jej wypadku kluczowe było dobranie koloru – biel matowa, która nie zbiera kurzu. W moim mieszkaniu sztukaterię pomalowałam na ten sam odcień co ściany, przez co tworzy subtelną płaskorzeźbę.
Jeśli boisz się DIY, zacznij od małego elementu – na przykład listwy wokół drzwi. Kosztuje kilkadziesiąt złotych, a robi ogromną różnicę. U mnie pierwszym eksperymentem była lampą w przedpokoju. Teraz, gdy wchodzę do mieszkania, od razu czuję, że to mój kąt. Sztukateria we wnętrzach to też sposób na tanie odświeżenie wnętrza przed sprzedażą – znajomy agent nieruchomości mówi, że mieszkania z takimi detalami sprzedają się szybciej. Nawet w bloku z lat 70. można zrobić klimat rodem z paryskiej kamienicy.